“NIEBEZPIECZNE ZWIĄZKI ANDRZEJA LEPPERA” – Wojciech Sumliński

Długo nosiłam się z zamiarem napisania paru słów o tej publikacji. Odwlekałam. Bo co można napisać o książce, którą po prostu trzeba przeczytać? Zresztą o tajemniczej śmierci Andrzeja Leppera, jak i o samej książce red. Sumlińskiego jest ostatnio dość głośno. Powiedziano już wiele, sam autor pojawia się zarówno w telewizji, jak i na łamach gazet. Pomyślałam jednak, że nie tylko warto, ale trzeba dołożyć swoją cegiełkę do szumu wokół “Niebezpiecznych związków”.

niebezpieczne-zwiazki-andrzeja-leppera-kto-naprawde-go-zabil-b-iext46882635

Sięgając po książki Sumlińskiego, już od jakiegoś czasu nie szukam tam dobrej literatury. Nie temu one służą, by przynosiły czytelniczą satysfakcję. Tu chodzi o coś znacznie cenniejszego — informacje. Niektórzy wołają, że są one zbyt zdawkowe. Oczekując erupcji wulkanicznej, tudzież trzęsienia ziemi, dostają jedynie przystawkę do ciężkostrawnego obiadu, jakim będzie ujawnienie wszystkich faktów dotyczących śmierci przewodniczącego Samoobrony, a także tego, co do tej śmierci doprowadziło. Pułk. Piotr Wroński zarzucił tej książce nawet powierzchowność i wskazał, że zabrakło mu w niej historii opowiadającej o początkach Samoobrony, bo i proces formowania się partii opierał się na interesujących faktach. Może jest to temat na inną obszerną publikację, jednak w przypadku: „Niebezpiecznych związków Andrzeja Leppera” pojawia się podtytuł: „Kto naprawdę go zabił?” i raczej wokół odpowiedzi na to konkretne pytanie miała ta książka oscylować. I nie sam Andrzej Lepper jest tutaj podmiotem. A raczej — nie jest „przedmiotem dochodzenia”, jakie prowadzą Wojciech Sumliński z majorem Tomaszem Budzyńskim (byłym oficerem delegatury ABW w Lublinie). Nie chodzi więc o przedstawienie pełnej biografii przewodniczącego Samoobrony, a o naświetlenie sprawców, bądź osób pośrednio odpowiedzialnych za tę śmierć, bynajmniej nie samobójczą.

Kusi mnie, żeby w tym momencie opowiedzieć skrótowo tę historię, lecz skrótowość w przypadku skomplikowanych układów i wielowymiarowej mistyfikacji może prowadzić na manowce. Tak że odmówię sobie tego zadania, a jedynie odeślę zainteresowanych do lektury „Niebezpiecznych związków A.L.”. Nie spodziewajcie się otrzymania odpowiedzi wprost. Nie spodziewajcie się otrzymania odpowiedzi na wszystkie nurtujące was pytania. Tych będzie coraz więcej w miarę postępowania w głąb lektury. W duchu sokratejskiej mądrości — im większa wiedza, tym więcej luk, które domagają się wypełnienia. Po lekturze zostajemy z wieloma takimi „lukami”, a „wypełnienia” przeznaczone się narazie wyłącznie dla uszu prokuratury, która zainteresowała się tą sprawą (ponownie).

Major Budzyński — człowiek posiadający największą wiedzę o tym, co przytrafiło się Andrzejowi Lepperowi (nie tylko tuż przed śmiercią, ale również miesiące, lata ją poprzedzające), zeznawał już w lutym b.r. w prokuraturze. Czy teraz nastąpi „trzęsienie ziemi”? Uspokajam — nie. Takie rzeczy dzieją się jedynie w filmach i na kartach książek sensacyjnych. Publikacja red. Sumlińskiego nie jest granatem a kijem wsadzonym w mrowisko. Polityczne układy jednak nie są domkiem z kart, mają znacznie silniejsze fundamenty, szczególnie w polskiej rzeczywistości, w której wciąż nie wyleczyliśmy się z zarazy wyniszczającej Rzeczpospolitą w nie tak dalekiej przeszłości. Możemy jeszcze do tego dodać, że Polska nie jest samotną wyspą na bezkresnym oceanie. Jest otoczona sąsiadami, uwikłana w układy, sojusze, unie… i wszystkie one patrzą nam na ręce. Mając na uwadze wszystkie wymienione wyżej aspekty, możemy ostudzić nieco nasze emocje i wrzącą polską krew domagającą się sprawiedliwości. Nie wiem, czy ludzie mający teraz środki do wymierzenia sprawiedliwości, noszą też w sobie wystarczająco dużo motywacji i siły, aby pociągnąć tę sprawy dalej. Mówię ogólnikowo, ale żeby ukonkretnić, podam przykład.

Zaledwie kilka dni temu Donald Tusk został ponownie powołany na stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej. Wyobraźcie sobie sytuację, w której na międzynarodowe światło dziennie wychodzi informacja o tym, że „król Europy” nie dopełnił (by to raz!) swoich obowiązków wynikających z urzędu premiera RP, jaki piastował, tj. nie dbał przede wszystkim o interes swojego kraju, a o interes… No właśnie — czyj? W 2009 roku negocjowano warunki dostarczania rosyjskiego gazu do Polski. „Reprezentant” RP domagał się zawyżonej ceny oraz zawyżonej ilości (sic!) zakupionego gazu, w konsekwencji czego, Polacy są najwięcej płacącym za rosyjski gaz narodem. Mało tego! Nie jesteśmy w stanie zużyć zakupionej przez nas ilości. (Nota bene — chyba między bajki należy włożyć straszenie nas z telewizyjnych ekranów tym, że nie wolno podskakiwać Rosjanom,  bo mogą nam w każdym momencie zakręcić kurek z gazem. Jaki mądry przedsiębiorca zrezygnowałby z klienta, który płaci najwięcej ze wszystkich?). Jak zareagowałaby Europa, gdyby Polski wymiar sprawiedliwości oskarżył byłego prezydenta RP o współpracę z rosyjskim wywiadem, gdyby oskarżył go o wyprowadzenie z Polski miliardów złotych przez Cypr do Moskwy? Komu byliby skłonni uwierzyć? Swoim protegowanym, wspólnikom, pomagierom? Może uznano by, że w Polsce faktycznie źle się dzieje, bo eliminuje się wszystkich przeciwników politycznych zapewne sfabrykowanymi dowodami? Czy wtedy polski rząd miałby siłę się obronić? A może w ogóle nie chce musieć się przed tym bronić i właśnie dlatego nie pociągnie tych spraw do końca?

Pamiętajmy, że śmierć Andrzeja Leppera jest jedynie częścią wielkiej sieci powiązań, ziarnem, które miejmy nadzieję wykiełkuje, by ukazać jaka, tak naprawdę, jest rzeczywistość, w której przyszło nam żyć. Tylko czy będziemy mieli odwagę, żeby na nią spojrzeć?

Tak jak Polska nie jest wyspą odciętą od zewnętrznego świata, tak i my nie żyjemy sami sobie. Spotkaliście kiedyś człowieka, który powiedział wam, że nie interesuje go polityka? To jest człowiek, który się poddał, który stracił nadzieję, bo przestał wierzyć, że pojedynczy człowiek ma znacznie, że jednostka może coś zmienić. Bądźmy realistami — nie może. Ale państwo, to my — obywatele. Miliony pojedynczych jednostek, a naszym największym wrogiem nie są politycy a ignorancja.

To powiedziawszy, jeszcze raz — zachęcam do lektury. Żebyście nie otarli się o ignorancję.

Dodaj komentarz